Mikołajek, Mama Mikołajka, Tata Mikołajka i pies straszniegroźny - dobermanka Nora.
Twoja wyszukiwarka






statystyka
RSS
poniedziałek, 11 stycznia 2010

Wieczorny rytuał kąpieli. Wanienika wypełniona zabawkami i Miziołem. Sobie gadamy o życiu. I nagle pytanie: Tata, a co to jest prawdziwość? Moje mętne tłumaczenia i wyjaśnienia nie przekonały Mizioła. Eh...

22:52, tatamikolajka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 grudnia 2009

Mizioł troche chory śþi. Mam zmęczona śpi. Tata zaraz też pójdzie spać. Jest dobrze.

23:40, tatamikolajka
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 grudnia 2009

Lubię być rozpieszczany. Lubie być zaskakiwany. Jako klient lubię, gdy przedstawia mi się różne oferty w sposób profesjonalny. Lubię gdy na moje zdecydowane "nie" rozmówca nie kończy rozmowy krótkim "aha to do widzenia".

Miałem nadzieję, że dzisiaj w pełni poczuję przyjemność bycia świadomym konsumentem w tym pełnym pułapek konsumpcyjnym świecie, gdzie drapieżni sprzedawcy zrobią wszystko, abyś został ich klientem do końca życia, a nawet dłużej.
Ale sprzedawcy na których trafiłem okazali się nie rekinami, a pozbawionymi jaj karpikami.

Wizyta pierwsza. Salon Orange. Cel: rozwiązanie umowy. Wcześniejsze telefoniczne negocjacje dotyczące "rewelacyjnych" propozycji nie zrobiły na mnie wrażenia. Z kolei moje propozycje nie zrobiły wrażenia na osobie reprezentującej Orange. Nie to nie. Żądam rozwodu. Chociaż żal numeru, ale jako 6 letni klinet zasługuje na coś wyjątkowego, a nie na ochłapy.

W salonie siadamy na krzesełkach. Po kilku minutach oczekiwania i moim pytaniu ponaglającym pojawia się Konsultant, który dowiedziawszy się z czym ma do czynienia nawet okiem nie mruga, nawet ręka mu nie drży nie wspominając o wypowiedzeniu sakramentalnego pytnia: WHY??? Jak jak czekałem na to pytanie, jak wypatrwałem tego słowa, aż drżałem z niecierpliwości. Jak bardzo chciałem odpowiedzieć: FOR MONEY!
A tu nic. 3 minuty i po krzyku.

Byłem niepocieszony. Tak bardzo łaknąłem tego aby zostać docenionym klientem, że postanowiłem oddać się w ręce profesjonalnego przedstawiciela Playa.
- Mam numer na kartę - przywitałem Konultanta. - Jaką ofertę może mi Pan przedstawić. A Pan wręczył mi dwie karteczki. Na jednej z nich, mniejszej, było coś o dwóch tarafach z cenami połączeń, a na drugiej większej, drobnym druczkiem nazwy modeli telefonów z cenami, taryfy, i coś tam jeszcze. Nie chciało mi się czytać. Oczekiwałem kuszenia,przyciągania, magnetyzmu, ale Konsultant zignorował moje potrzeby i powrócił do adorowania Konsultantki (nie była taka ładna ;)).

Tak, nie boje się do tego przyznać, Chcicałem poczuć dzisiaj smak marketingowego hedonizmu. A co poczułem...eh...szkoda słów...

23:30, tatamikolajka
Link Dodaj komentarz »

Siedzi sobie Mizioł na kolanach Taty i udaje, że jedzie na koniu. Tata rży, przytupuje nożkami, woła pa ta taj, a Mizioł milczy. Się trochę tata zaniepokoił, że może nie do końca wszedł w rolę konia, że może musi się bardziej postarać, aby lepszym koniem być. Się więc pyta czy wszystko w porządku i czy się podoba. - Ta - odpowiada Mikołajek, więc Tata dalej rży, pa ta taj woła i podryguje i podryguje...I jedziemy, jedziemy, jedziemy i tata, skoro został koniem, to chciałby się dowiedzieć, gdzie jako koń jedzie. - A gdzie my tak jedziemy Mikołajku, powiesz mi - pyta uśmiechnięty tata majtając beztrosko nogami. I słyszy odpowiedź, która powoduje, że przestaje machać, podrygiwać i pa ta taj śpiewać. Odpowiedź, która skreśla infantylną atmosferkę zabawy w konika jednm pociągnięciem przenoszać Tatę w w świat...no właśnie jaki?

- Jadę tam, gdzie kończy się niebo

10:43, tatamikolajka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 grudnia 2009

Dzisiaj po raz pierwszy Mizioł jeździł sankami. Ten pierwszy raz, czy zawsze jest najaważniejszy?

23:15, tatamikolajka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30