Lubię być rozpieszczany. Lubie być zaskakiwany. Jako klient lubię, gdy przedstawia mi się różne oferty w sposób profesjonalny. Lubię gdy na moje zdecydowane "nie" rozmówca nie kończy rozmowy krótkim "aha to do widzenia".
Miałem nadzieję, że dzisiaj w pełni poczuję przyjemność bycia świadomym konsumentem w tym pełnym pułapek konsumpcyjnym świecie, gdzie drapieżni sprzedawcy zrobią wszystko, abyś został ich klientem do końca życia, a nawet dłużej.
Ale sprzedawcy na których trafiłem okazali się nie rekinami, a pozbawionymi jaj karpikami.
Wizyta pierwsza. Salon Orange. Cel: rozwiązanie umowy. Wcześniejsze telefoniczne negocjacje dotyczące "rewelacyjnych" propozycji nie zrobiły na mnie wrażenia. Z kolei moje propozycje nie zrobiły wrażenia na osobie reprezentującej Orange. Nie to nie. Żądam rozwodu. Chociaż żal numeru, ale jako 6 letni klinet zasługuje na coś wyjątkowego, a nie na ochłapy.
W salonie siadamy na krzesełkach. Po kilku minutach oczekiwania i moim pytaniu ponaglającym pojawia się Konsultant, który dowiedziawszy się z czym ma do czynienia nawet okiem nie mruga, nawet ręka mu nie drży nie wspominając o wypowiedzeniu sakramentalnego pytnia: WHY??? Jak jak czekałem na to pytanie, jak wypatrwałem tego słowa, aż drżałem z niecierpliwości. Jak bardzo chciałem odpowiedzieć: FOR MONEY!
A tu nic. 3 minuty i po krzyku.
Byłem niepocieszony. Tak bardzo łaknąłem tego aby zostać docenionym klientem, że postanowiłem oddać się w ręce profesjonalnego przedstawiciela Playa.
- Mam numer na kartę - przywitałem Konultanta. - Jaką ofertę może mi Pan przedstawić. A Pan wręczył mi dwie karteczki. Na jednej z nich, mniejszej, było coś o dwóch tarafach z cenami połączeń, a na drugiej większej, drobnym druczkiem nazwy modeli telefonów z cenami, taryfy, i coś tam jeszcze. Nie chciało mi się czytać. Oczekiwałem kuszenia,przyciągania, magnetyzmu, ale Konsultant zignorował moje potrzeby i powrócił do adorowania Konsultantki (nie była taka ładna ;)).
Tak, nie boje się do tego przyznać, Chcicałem poczuć dzisiaj smak marketingowego hedonizmu. A co poczułem...eh...szkoda słów...